|
Na starcie F1A poranną porą stanęło
48 zawodników.
W pierwszej turze z czasem
maksymalnym 300 s. wystartowali wszyscy. Wiatr 3 ÷ 5 m/s. I
nastąpiła wstępna selekcja, bo taki jest cel rozgrywania pierwszej
tury w warunkach zbliżonych do atermicznych z czasem lotu
mierzonym do 5 min. Kto trafi w noszenie ma
szansę latać maksymalnie, kto nie trafi - pada po 2 minutach. Taka
uroda swobodnie latających i taki sens rywalizacji sportowej.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby owa
wstępna selekcja ustaliła wstępnie kolejność i szanse na
zwycięstwo. Zawodnik, który lata maksymalnie w pierwszej ma wielką
szansę na zwycięstwo, gdy w pozostałych,
gdzie warunki termiczne są znacznie lepsze, będzie również latał
maksymalnie.
W pierwszym locie czas maksymalny
uzyskuje tylko siedmiu zawodników. Jeszcze nie wieje, ale noszenia
są nikłe i chimeryczne. Wszyscy Polacy
tracą sekundy i wydaje się, że dalsza walka jest pozbawiona sensu
a dobre lokaty poza ich zasięgiem. Łukasz Halicki rozbija model i
rezygnuje z dalszych startów. Henryk Krupa lata też krótko i
rezygnuje, aby skupić się na startach Maćka. Kamil Halicki i
Maciej Krupa, mimo potknięcia nie rezygnują walcząc dalej.
Od drugiej tury zaczyna wiać mocno,
do 14 m/s. Tak mocno, że zawodnicy mają problemy z holowaniem.
Prawie wszyscy startują "z gwoździa" w krótkich chwilach słabszych
porywów wiatru. Latają na 180 s. i tylko niewielu czas maksymalny
zalicza. Ten i ów ląduje z holem, inny rozbija model, a jeszcze
innym wiatr poniewiera modelami po chaszczach. Kamil i Maciej
zaliczają pewne loty maksymalne.
Ze startów rezygnuje wielu dobrych
zawodników, w tym Mistrz Świata Roland Koglot (SLO). Zbyt duże
ryzyko uszkodzenia modeli przed Mistrzostwami Świata, które za
miesiąc odbędą się w Argentynie nakazuje
taką taktykę.
W kolejnych turach nasi szybownicy
zaliczają po jednym locie maksymalnym. Prędkość wiatru
uniemożliwia jakąkolwiek identyfikację noszeń, a lot na holu jest
niemożliwy. Pozostaje więc wyczucie i łut szczęścia.
Po podliczeniu wyników sześciu lotów
nasi zawodnicy lokują się na bardzo dobrych miejscach. Maciej
Krupa jest drugi wśród juniorów, a Kamil Halicki czwarty w
klasyfikacji seniorów.
Sprawdziła się w praktyce taktyka
konsekwentnego latania za wszelką cenę, bez względu na warunki.
Zarówno Kamil, jak i Maciej zajmują dobre
lokaty i uzyskują pierwsze punkty Pucharu Świata.
W niedzielę, gdy szykowano gumówki i
silnikówki wiatr wyprawiał niesamowite harce, bardziej jeszcze niż
dnia poprzedniego. Jury odkładało rozpoczęcie zawodów przez kilka
godzin. Wreszcie postanowiono latać 5 tur z czasem 90 s.
Stanisław Skibicki z Suwałk i jego
młodzi gumówkarze startowali niezwykle rozsądnie. Największym
ryzykiem był nie sam start w mocnym
wietrze, ale to, co wiatr wyprawiał z modelami po wylądowaniu. O
uszkodzenie delikatnych konstrukcji nie było trudno. Suwalszczanie
mogli ryzykować latając na całość. Dla nich ważne zawody odbędą
się dopiero w lipcu (Mistrzostwa Europy) i jest
wystarczająco czasu na naprawę ewentualnych uszkodzeń.
Natalia Bilewicz latała maksymalnie
we wszystkich pięciu lotach. Do dogrywki z seniorem nie stanęła,
gdyż nie było takiej potrzeby. Jej celem było zdobycie punktów w
klasyfikacji juniorów i punkty te zdobyła.
Bartłomiej Skibicki - aktualny Mistrz
Świata stracił w drugim locie 27 s. Wystarczyło mu jednak do
zajęcia drugiej lokaty i zdobycia pierwszych w tym roku punktów w
Pucharze Świata.
Trener Stanisław Skibicki to dobry
taktyk konsekwentnie zmierzający do nakreślonego celu. Sukcesy
jego podopiecznych są tego wyśmienitym dowodem. Wynik osiągnięty w
tak trudnych warunkach w Mura Cup potwierdza, że są oni obecnie
najlepszymi na świecie w F1B.
Do startu w F1C stanął tylko Reinhard
Truppe (AUT), który wykonał jeden lot na granicy bezpieczeństwa i
wygrał. Zawodnik ten dysponuje wystarczającą liczbą modeli, aby
pozwolić sobie na takie ryzyko.
|