|
W sobotę do rywalizacji stanęli
gumówkarze i silnikówkarze. Pierwszą rundę na środku lotniska,
wszak słabiutki wiatr nie mógł się zdecydować, jaki obrać
kierunek.
W F1B
faworyci latali maksymalnie. Dość niespodziewanie Eugeniusz
Cofalik stracił 30 s. a Bartek Skibicki 65 s. Przy ustabilizowanej
pogodzie to koniec marzeń o dobrej lokacie.
W drugiej turze wiatr wzmógł się
nieco nadal bez zdecydowanego kierunku, więc start ze środka
lotniska możliwy był tylko na 120 s. I tutaj
dalsze sekundy traci Monika Sowa i Michał Wiewiórko.
Tura trzecia okazała się fatalna
dla suwalskiej ekipy. Natalia Bilewicz traci 2 s., Stanisław
Skibicki 10 s. a Maciej Warakomski 24 s. Wszyscy z Suwałk ze
stratami raczej bez szans na podium.
W czwartej turze pechowo lata
Andrzej Łukaszewicz (-24 s.), mocny obok Poczobuta zawodnik z
Białegostoku. Mimo zmiany miejsca startu i skróconego czasu
maksymalnego kilka model ląduje poza lotniskiem. W tym momencie
tylko trzech zawodników zgromadziło komplet czasów maksymalnych.
To większe obciążenie dla nich niż dla rywali, którzy pogodzili
się już z przegraną i latają
spokojnie.
Piąta tura przynosi dalsze straty
zawodnikom z końca stawki. Michał Wiewiórko zalicza tylko 4 s. i
kończy loty w tych Mistrzostwach. Bartłomiej Skibicki szuka
zgubionego modelu i nie startuje w piątej kolejce i w
następnych. Podobnie Natalia Bilewicz.
W turze szóstej i siódmej faworyci
latają maksymalnie. Zatem ustalona wcześniej kolejność zostaje
zachowana. Wieczorem dogrywać się będą: Adam Krawiec z Gliwic,
Andrzej Poczobut z Białegostoku i
Krzysztof Różycki z Poznania. Stanisław Skibicki z 10
s straty zajmuje miejsce czwarte, a Andrzej Łukaszewicz ze
stratą 24 s piąte. To najmniej wdzięczne lokaty, niby wysokie,
ale bez medali i tytułów.
Pierwsza dogrywka w promieniach
zachodzącego słońca eliminuje Andrzeja Poczobuta z dalszej walki
i lokuje go na trzecim miejscu. Dwaj pozostali latają maksymalne
5 min.
45 minut później, gdy słońce pod
ostrym kątem barwiło wszystko wokół na czerwono, stanęli do
drugiej dogrywki na 10 min. Noszenia zanikły skutecznie i wielką
sztuką byłoby choćby najmniejsze zidentyfikować. Wystartowali
prawie równocześnie i oba modele krążyły
blisko siebie. Obaj nie trafili w noszenie. Można było bez
przeszkód obserwować rywalizację Mistrzów. Model Krawca latał
wyżej, lecz Różyckiego lepiej planował. Po około pięciu minutach
oba modele wylądowały łagodnie na lotnisku. Tylko z pomiaru
czasu można było określić, który latał lepiej.
Lepiej o 18 s. latał Krzysztof
Różycki i został Mistrzem.
To była piękna dogrywka godna
Mistrzów a obserwatorzy mogli przy otwartej kurtynie
rozkoszować się rywalizacją.
W F1C
rywalizacja jest jeszcze bardziej wyrównana i w większości
dogrywki decydują o medalach. Tym bardziej lot krótszy od
maksymalnego eliminuje zawodnika definitywnie.
W pierwszej turze lotu maksymalnego
nie wykonuje Mirosław Szendzielarz, Patryk Straś i Gabriel
Grabarkiewicz. Pan Gabriel latał stylowym modelikiem z tamtych
lat bardziej dla przyjemności uczestniczenia w Mistrzostwach niż
dla nawiązania walki o medale.
W drugiej turze Zbigniew Czop wali
w ziemię w drugiej próbie i zalicza zero,
a Dominik Pełka lata tylko 83 s.
W trzeciej bardzo mocny Marek Roman
pechowo traci 3 s. i stawka zawodników z
kompletem czasów maksymalnych topnieje do pięciu.
Wszyscy dotrwali do końca zawodów
latając maksymalnie i byli gotowi stanąć do dogrywki. Dogrywki w
znacznie gorszych warunkach termicznych i na dłuższy czas lotu.
Lecz silnikówki potrafią latać wysoko i długo, nawet bez
wyraźnych noszeń. Zatem dogrywka w tej kategorii może być
również wspaniałym widowiskiem.
|