1946
 Pierwsze w powojennej Polsce Zawody Modeli Latających w Warszawie

 

WZLOT MŁODYCH SKRZYDEŁ

PAWEŁ ELSZTEIN st.sierż. podch.

     

A zaczęło się tak. Ktoś w redakcji „Skrzydlatej" rzucił nieopatrznie: - Zróbmy zawody modelarskie.

No i poszło… ten doradził, ten odradził (a byli i tacy, nawet sporo). Ale ludzie dobrej woli „ciągnęli” sprawę do końca.

Komisja organizacyjna. Braki. Kwatery, wyżywienie i wiele, wiele różnych spraw, które musiały wyjść.

Zgłoszenia napływały z początku powoli, a potem z zatrważającą szybkością. Już 50 modeli, już – 100, 200. Czy damy radę? Czy to nie szturm z motyką na słońce?... No, ale wycofać się było za późno, zresztą, nikt tego nawet nie proponował…

*

Stało się… W nocy z dn. 8 na 9 czerwca ciemne postacie przemykały się ulicami Warszawy dźwigając olbrzymich rozmiarów skrzynie. Przypuszczalnie, okoliczne posterunki milicji zachodziły w głowę: Któż to? Szabrownicy? Przemyt na większą skalę??...

Modelarze zziajani, niewyspani, ciągnęli w stronę przystani, w stronę Redakcji „Skrzydlatej Polski”. Tu biwakowali pierwsi przybysze – zawodnicy. Luksusowych kwater nie mieli, bo wiadomo, stolica jeszcze biedna, ale jaki taki dach nad głową i szczere, serdeczne przyjęcie.

- Ogłaszam rozpoczęcie zawodów – krótkie, serdeczne słowa padają w grupę zawodników i gości. Pierwsze Zawody Modeli Latających w Odrodzonej Polsce zostały otwarte.

Dziwne zrządzenie losu, bo równo 20 lat temu, tu w Warszawie, na lotnisku Mokotowskim (starym) odbyły się pierwsze w polsce Zawody modeli latających, organizowane przez Jerzego Osińskiego. Warszawa, jako stolica utrzymała swoją tradycję, swój prymat i w tej dziedzinie. Przemawia dyrektor Departamentu Lotnictwa Cywilnego, inż. Madejczyk. Wita zebraną młodzież, młodzież z całej Polski, wita narybek lotniczy. Widzi oczyma miłującego lotnictwo przyszłych asów, przyszłych polskich lotników.

Nie spodziewał się takiego zainteresowania lotnictwem i tak tłumnego przybycia – przyznaje.

*

Zawodnicy rozciągnęli się w długą linię. Tu grupa z Krosna, Chrzanowa, Łodzi. Tam Poznań ogrodził się sznurowym „parkanem”. Gdańsk, Iwonicz, Dziedzice, Toruń… Cała Polska na polu Mokotowskim.

 

Trzy starty. Przy każdym grupa sędziów z opaskami – to Jury. Mózg zawodów.

Warunki nieszczególne. termika nieuchwytna. Wiatr przynosi jedynie zapach koniczyny.

Zawodnicy wpatrzeni w startujące modele. Cóż to! Na próbach tak dobrze latał, a teraz? Wiatr wszystkiemu winien, porywisty wiatr!

W kategorii „A”, co chwila startuje „Orlątko”, by po kilkunastosekundowym locie, mniej lub więcej szczęśliwie spotkać się z ziemią. Warunki! Warunki! Kategoria „B”. Nazwy „Wróbel” powtarzają się prawie w każdym starcie. Tu góruje Poznań z doskonałą konstrukcją szkolną instr. Jana Burego.

Widzowie typują. Ci stawiają na Łódź, na piękne, balsowe modele, ci na Poznań, inni na Chrzanów (który w przeddzień na próbach miał czas 9 minut!).

*

Kraksy. Ileż ich było. Model na holu, silne parcie wiatru łamie skrzydła. Typowe machnięcie ręką modelarza i dalej naprawiać – byle tylko nie dać się zdystansować.

Modelarz czuje, przeżywa lot swego modelu. On nim steruje, myślami.

Patrząc w twarz młodego chłopaka, który obserwuje lot, „przeciągniętego” modelu wyraźnie widać, jak dusza jego krzyczy do modelu – wyrównaj! oddaj!

Te rzeczy trudno zrozumieć. Zrozumie je tylko ten, kto jest, lub był modelarzem.

 

Wśród gromady widzów rozlega się okrzyk zachwytu. Maleńki model z silnikiem wystartował z ręki! Krąży, krąży wzbijając się w górę. Napełnia powietrze równym brzęczeniem miniaturowego silniczka. Charakterystyczny zapach spalin. Motorek milknie i równym lotem ślizgowym niesie się hen, na koniec lotniska.

*

Uwagę widzów zwraca przytransportowany szybowiec i jakiś „wózek – niewózek”. Wtajemniczeni objaśniają – to wyciągarka, a to szybowiec „Żuraw”, dar Bydgoszczy dla Warszawy. Już krzątają się przy nim uczynni Wawelberczycy. Montują skrzydła, stery. Zjawia się drugi szybowiec „Baby”. Szybki montaż i… pierwszy od 6-ciu lat start szybowcowy.

Od horyzontu odrywa się powoli „Baby”. Nawet modelarze, odwracają oczy od swoich modeli. Ze świstem sunie szybowiec wzwyż. Jest nad wyciągarką. Silnie pompuje. Odczepił się. trochę szybkości…

A teraz pętla. Jedna, druga…

Chłopakom zapiera dech. O akrobacji nikt nie myślał.

Szybowiec prowadzony ręką starego pilota Jankowskiego z Poznania „idzie” jak po nitce.

Nowy start. Windują „Żurawia”. Ciągnie równo nabierając wysokości. Megafony oznajmiają:

Uwaga! Uwaga! „Żuraw” wykona 3 pętle i wyląduje na miejscu startu! Tak też się stało. Loopingi wyszły cudnie. Na szybowcu leciał modelarz, leciał z wyczuciem swojej maszyny, tak jak czuł kiedyś swoje modele. Leciał pilot – warszawiak Stefan Kopiński.

- Za krótki hol.

Więcej gumy! – to najczęstsze waśni.

- Kto wymyślił ten regulamin?

Jak wrócicie koledzy do domu,  z nagrodami czy bez, wybaczcie autorowi regulaminu. Miał, jak najlepsze intencje. Ludzie, których pytał o radę „pocieszali” go, że i tak nic z tego nie wyjdzie, więc po co w ogóle regulamin. Myślę, że wybaczyliście i nie macie żalu, że zawody się odbyły.

Na przyszły rok pójdzie lepiej.

*

Mała grupka modelarzy warszawskich, niczym specjalnym nie wyróżniała się wśród zawodników. Nie mieli modeli z balsy, nie mieli modeli pięknie lakierowanych, nie było silniczka, ani modelu na gumę. Ot, parę szkolnych szybowców. Wszystko młodzi chłopcy. Z modelarstwem zetknęli się zaledwie trzy miesiące temu.

Startują w grupie „E” modeli szybowców dowolnych. Model Warszawianina Kulasa Zdzisława ma czas lotu 6 min. 18 s., najlepszy czas na zawodach. Model ten J-10 konstrukcji instr. Jana Jastrzębskiego, jest seryjnym szybowcem wykonanym w nowej modelarni warszawskiej.

Nagroda w postaci silniczka Diesla poszła w dobre ręce.

*

Oczywiście dla przybyłych gości pragnących mile spędzić czas świąteczny, zawody modelarzy, powoli przestały być atrakcją.

Zainteresowanie lotem modeli przykuwało niezmiennie głównie zawodników.

Organizatorzy zawodów, pomyśleli również i o widzach, a młodym modelarzom przedstawili dalsze możliwości, jakie otwiera im do lotnictwa mozolna praca przy budowie modeli. Bo pamiętać należy, że ci, którzy dziś są modelarzami, za parę lat sami będą latać jako piloci. Wiedzą o tym doskonale modelarze. I właśnie dlatego pokaz akrobacji na samolocie myśliwskim Jak-9 wzbudził entuzjazm nie tylko wśród zebranej publiczności, ale przede wszystkim wśród znawców, to jest wśród modelarzy.

Eksperyment kierownika sekcji spadochronowej Aeroklubu Warszawskiego kol. Soszyńskiego Witolda, który dokonał pierwszego skoku ze „Szpaka”, również nagrodzony został oklaskami.

Loty pasażerskie na „Szpaku”, oddanym organizatorom konkursu do dyspozycji na ten cel przez L. W. D. (Lotnicze Warsztaty Doświadczalne), wykonana przez niezmordowanego por. Antoniego Szymańskiego, zakończyły drugi dzień ogólnopolskich zawodów modelarskich.

Młodzi uczestnicy konkursu opuszczali lotnisko z dumą i zadowoleniem.

Rozniosą oni wieść po całym kraju, że odrodzona Polska śmiało rozwija swe skrzydła do lotu w lepszą, jaśniejszą przyszłość.

 

 

 

Skrzydła i Motor Nr 1

16 - 23 czerwca 1946 r.

 

Zamieszczam tę niezwykle interesującą notatkę historyczną, gdyż jest ona ważna dla historii modelarstwa polskiego. Wszak mówi o pierwszych w powojennej Polsce zawodach modelarskich. W rok po zakończeniu wojny, w kraju totalnie zniszczonym znajduje się grupa osób, które świadome są, jakie walory społeczne i wychowawcze tkwią w modelarstwie, jak jest ważne dla kształtowania młodego pokolenia wychowanego wyłącznie na wojennych wzorcach.

Zamieszczam tę notatkę w "Historii podkarpackiego modelarstwa", bo już wtedy krośnianie (i iwoniczanie) w zawodach tych uczestniczyli. Później zresztą, być może również dzięki uczestnictwu w tej imprezie, krośnieńskie modelarstwo rozwijało się prężnie przynosząc wiele korzyści społecznych i sportowych sukcesów dla Regionu.

Adam Kopacz

 

Krośnieńskie Stowarzyszenie Modelarzy Lotniczych

ul. Żwirki i Wigury 9, 38-400 Krosno

modelarze.krosno@interia.pl

tel. 603 178 184